CzęŚć XXI

Grudzień 28th, 2009

Przez ten krzyk podskoczyłyśmy z Sandrą do góry. Chłopaki wyszli na korytarz a my pobiegłyśmy do kuchni. Za chwilkę przyszłyśmy z “duszą na ramieniu” jak to się mówi :P
-Bill… bądź ostrożny.- powiedziałam.
-Nie martw się.
-Masz!- podałam mu do ręki… yy… wałek? :D
-Kochanie po co mi to?- zdziwił się Bill.
-No.. tak na wszelki wypadek :D
Chłopak wział odemnie wałek do ciasta, Sandra dała Guciowi nóż, a Georg z Tomem kij bejzolowy… lol… wiem komiczny widok ale skąd mozemy wiedzieć co się dzieje za ścianą?
Zrobili parę kroków… zatrzymali się, bo usłyszeli jak coś upada. Mimo tego postanowili iść dalej.. nie zatrzymywać się…
Zapukali do drzwi. Jakaś starsza kobieta otworzyła drzwi…
-O BOŻE!!- krzyknęła gdy zobaczyła cały zespół TH uzbrojony w każdego rodzaju “broń” domową ;]
-Yyy…- zaczął Tom.
-czego tutaj chcecie?- kobieta przymknęła drzwi do pokoju.
-No bo… oglądaliśmy film…- ciągnał Bill.
-…i usłyszelismy krzyki dochodzące z pani pokoju…
-… i postanowiliśmy to sprawdzić.- zakończył Georg.
-W szpiegów zachciało się wam bawić?!- krzyczała kobieta.
-nie… tylko niepokoiliśmy się trochę.
-Zajmijcie się swoimi sprawami! Widzieliście się jak wy wyglądacie?! Nie? To może pożyczyć wam luserka?! W godzinach wieczornych spacerować po hotelu z nożami i innymi rzeczami… przecież to skandal! Ja poskarżę się w recepcjii!- krzyczała.
-TAK?! TO MOZE MY SIĘ POSKARŻYMY?! ciągle ktoś krzyczy z pani pokoju!
-Ty nie wiesz chyba z kim gadasz!
-Wiem! To pani chyba nie wie z kim gada!
-ZAMKNĄĆ SIĘ! cisza nocna obowiązuje od 22:00 a już jest 22:30! to chyba coś oznacza?!- na kortarz wyszedł recepcjonista, a za nim połowa lokatorów holetu.
Chłopaki schowali wałki i noze, a ja z Sandrą weszłam do pokoju.
-Omg ale kabaret… -powiedziałam.
-No tak… ale dalej nie wiemy o co chodziło z tymi krzykami!- Sandra zadrżała.
Za kilka minut przszli wszyscy… na korytarzy ucichło.
-No co za baba!- mówił Bill.
-Wredota!
-Idiotka!
-My chcemy pomóc a tu co nas spotyka?
-Cicho dądźcie!- uspokoiłam ich -Jutro dowiemy się o co tutaj chodzi.
-Tak… a wcześniej sami nas podćwiartują..
-Sandra przestań! Będzie dobrze… musi być.. a teraz chodźmy spać.- ziewnęłam.
Gustav razem z moją przyjaciółką i z Georgiem poszli do swojego pokoju. Tom i Bill już się połozyli bo byli wkurzeni tą całą sytuacją a ja nie mogłam usnąć.
Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi sąsiadów. Podeszłam do drzwi wejściowych i uchyliłam je żeby zobaczyć co robią.
Zauważyłam… faceta jak wynosi dywan zwiniety w rulon… no nic strasznego ale… uchyliłam bardziej i co ujrzałam?! ślady krwi!! Zamknęłam pośpiersznie. Byłam w strachu… “A więc naprawdę tam doszło do zabójstwa!”- pomyślałam.
Pobiegłam na palcach do szafy, żeby się ubrać bo chciałam jednak to sprawdzić..
Pośpiesznie założyłam dzinsy i bluzkę i wybiegłam za tym facetem… Dogoniłam go i schowałam się za róg ulicy… zobaczyłam że niesie ten sam dywan… patrzę i widze jak niesie do na śmietnik! “Omg… on zabił jakąś kobietę, zawinał ją w dywan i dla niepoznaki wyniósł ją naśmietnik!”- krzyczałam w sobie. bałam się tego co ujrzałam.Postanowiłam jednak nikomu nie mówić o tym co zobaczyłam. Wróciłam do hotelu i nie chciałam już o tym więcej myśleć…

*Rano…

Rankiem obudził mnie głos Toma.
-No cholera jasna!- wpadł do pokoju.
-Boże Tom co się dzieje?!- zerwałam się z łóżka i Bill przyszedł z łazienki.
-Widzieliście wy to?!
-Nie! mów o co chodzi!- rzucił nam kartkę na stół.
-Na idiotów wyszliśmy!- Tom.
-Ale mow o co chodzi!
-Przeczytajcie sobie…
Wziełam ogłoszenie które leżało na stole i czytałam.
Dzisiaj o godzinie 17:00 zapraszamy do teatru na ulicy Kirsche 25a. Odbędzie się tam sztuka rodem z horroru. Młody człowiek zabija swoją żonę za zdradę i zawija ją w dywan. Jak to się skończy? Czy mordersotwo wyjdzie na jaw? Przekonajcie się i zobaczcie tą sztukę. Grają Frau Schuleberger und Herr Möller, którzy zatrzymali się w hotelu Plaza.
-Holeta Plaza… przecież my tu jesteśmy.- mówiłam.
Bill spojrzał się na Toma.
-Wiem właśnie… - odpowiedział dredziaż.
-To znaczy…- zaczał Bill.
-..to znaczy że wczoraj te krzyki to była generalna próba do jutrzejszego przedstawienia i żadnego mordu nie było!
Ulżyło mi… już myślałam że mieszkamy przez ścianę z mordercą a tu co? okazało się ze to byli aktorzy.
Wybuchłam śmiechem a chłopaki razem za mną :D

* Parę dni później…

Sierpień… miesiąc najcieplejszy ze wszytskich.. tak było i tym razem. Chłopaki nagrali już płytkę i mieli narazie wolne… później, w październiku zaczynają Schrei Tour 2005 które będzie promować ich płytę…
Martwiłam się co będzie, bo wiedziałam przecież ze będą musieli wyjechać na kilka tygodni… siedziałam smtuna na łóżku, gdy moja komórka zaczęła dzwonić. Na wyświetlaczy pojawił się napis “Mama”
-O kurna… miałam dzwonić do nich…- pomyslałam i odebrałam.
-Hallo?- zaczęłam.- cześć mamuś.
-cześć… wiesz co sobie obiecałyśmy przed wyjazdem?- spytałam.
-No… wiem… że bedziemy do siebie dzwonić.
-My? że TY bedziesz do nas dzwonić… kiedy ostatnim razem rozmawiałyśmy?- zaczynał się wykład..
-Mamo przepraszam… ale nie miałam zbytnio czasu.
-Tak? A co Ty nieby tam robiłaś?
-No… nic ciekawego.. a co tam u was? Jak przeprowadzka?- szybko zmieniłam temat by matka nie zadawała zbędnych pytań.
-Wszytsko dobrze… Tata znalazł pracę, a ja mam dzisiaj wolne… pracujemy od rana do nocy… mam nadzieję że to się wkońcu zmieni, bo już mnie to wykańcza.
-Aha… no to dobrze że tatuś ma pracę.
-Też się z tego powodu ciesze.. a co tam u was?
-też wszytsko dobrze… słuchaj mamo musze konczyć bo Bill przyszedł.- skłamałam bo nie chciałam już dłuzej z nią rozmawiać.
Pożegnałam się i zakończyłam rozmowę…
Za chwile do pokoju naprawdę wszedł Bill :D prorok czy co? :P
-Co ci się stało?- położył się obok mnie.
-Nic… tylko martwię się co to bedzie jak zaczniecie koncertować…- posmutniałam.
-nie martw się- przytulił mnie.- poradzimy sobie… pojedziesz najwyżej z nami.
-No tak… łatwo mówić… a szkoła? Prezcież rodzice nie zgodzą się zebym ją opuściła… jeszcze to jest 10 klasa… (1 liceum :P)
-Będzie dobrze… a własnie… przyszedłem powiedzieć ci że jutro jedziemy do mojej mamy… zaprosiła nas na resztę wakacji… poznasz ją wkońcu :)
-Naprawdę? No to ja sie już zaczynam pakować :P- powiedziałam i poszłam po walizki…
Cieszyłam się ze wkońcu poznam panią Simonę… że wkońcu wyjedziemy w tego dziwnego hotelu… najpierw ten zboczeniec na drzewie, a później ta akcja z występem teatralnym…
Nareszcie odpocznę w małym miesteczku od tego zgiełku…

*Następnego dnia

Rano pod nasz hotel podjechał kierowca, który miał nas zawieść do Loitsche. Wsiedliśmy do samochodu i wyruszyliśmy w drogę…

~*~> C.D.N <~*~

Następną notkę napisze pod koniec czerwca… ;)

Dopisek z dnia 22.o6.2oo6r.
Dzisiaj mija 1oo dni od kąd istnieje moje opo ;) Cieszę się że tak długo wytrzymaliście ze mną i z moim opowiadaniem ;) mam nadzieję ze jeszcze dłuuugo będę prowadzić ten blog i że Wy będziecie go nadal odwiedziać ;)

CzĘśĆ XII

Grudzień 20th, 2009

-I jak było?- spytała matka.
-Super :)
-Daniu… dziecko drogie! Gdzie wy byliście, że do domu przychodzisz brudna?- ciotka spojrzała na bluzke i spodnie.
-W kawiarni byliśmy… a z tymi plamami to długa historia. Idę się przebrać.
Weszłam do pokoju i zdjęłam brudne ubranie… Założyłam spódnicę i jakąś bluzkę. Włączyłam tv. Na vivie leciała piosenka “Schrei” :)
-Oni są super… - powiedziałam sama do siebie i położyłam się na łóżku..

*Wieczorem…

Czytałam właśnie książkę- tak dla zabicia czasu, gdy nagle mój telefon dawał znać o przyjściu smsa.
-To od Billa…
Przeczytałam treść:
Daniu wyjdź na dwór… czekam na Ciebie pod domem
-Co on odemnie chce o tej porze?
Zgasiłam światło w pokoju i cichutko wymknęłam się z domu.
-Bill? Co ty tu robisz o tej porze?
-Ja? y.. chciałem się z tobą zobaczyć…- ciągnął- chyba nie masz mi tego za złe?
-Co? nie… skądże…
-Przejdziemy się?
-Jasne. :)
Środek wakacjii… wieczór… pustka na ulicach, a po środku tylko ja i Bill…
-Słuchaj, sorki za tą dzisiejszą akcję w kawiarni..
-Bill… już ci mówiłam że nie ma za co. A ty chyba nie wyciągnąłeś mnie o tej porze z domu tylko po to, żeby przepraszać za brata?
-Oczywiście że nie…
-No więc?
-Chcę ci pokazać pewne miejsce. Chodź.
Po chwili znaleźliśmy się gdzieś… y… wszystko wskazywało na to że w lesie…
-Chcesz o tej porze grzyby zbierać?- zaśmiałam się.
-Bardzo śmieszne :P
-Nie no żartuję przecież… ale powiesz mi gdzie idziemy?
-Zobaczysz… to niespodzianka.
“Taaa… ładna mi niespodzianka… w lesie…”. (…)Z minuty na minutę zagłębialiśmy się w głąb lasu. Szczerze mówiąc bałam się.
-Daleko jeszcze?-spytałam.
-Ju prawie… o to tu.
Wyszliśmy na małą polankę nad jeziorem. Było cudownie! Milion gwiadz nad naszymi głowami i blask pełni księżyca odbijający się w tafli spojonej wody…
-Ślicznie tu!- zachwyciłam się.
-Podoba ci się? To jest moje ulubione miejsce… zawsze tu przychodzę, nikomu jeszcze go nie pokazywałem…- zwrócił się teraz do mnie- żadnej dziewczynie- spojrzał mi głęboko w oczy.
-Bill, nie żartuj- znowu się zaśmiałam.
-Ale naprawdę…- spoważniał i przysunął się do mnie.
-Yyy… może usiądziemy?
-oki jak chcesz.
Usiadliśmy na trawie… kurczę, niby lato, a mi jakoś zimno się zrobiło :/ chyba od tej wody :/
-Zimno ci?- spytał Bill jakby czytał w moich myślach.
-Nie… wcale nie jest mi zimno…- skłamałam.
-Przecież widzę.- zdjął kurtkę i założył ją na mnie- trzymaj :)
-Dzięki :)
Bill uśmiechnął się. Nagle ojął mnie i przysunął do siebie… Jakoś nie protestowałam. Może dlatego, że mu ufałam? Spojrzał na mnie.
-Daniu… podobasz mi się..
-Bill…
-Cii… nic nie mów.-przerwał mi.- podobasz mi się od pierwszego naszego spotkania…-przysunął sie do mnie jeszcze bliżej.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Co zrobić? Uciec w tym momencie i zostawić go tutaj? przecież nie trafię do domu… w głebi serca pragnęłam go pocałować… omg.. pomocy!
-Ale Bill… my się prawie nie znamy.
-Znamy się…
-Ile? 3 tygodnie? miesiąc?
-Daniu…- zaczął się przysuwać. Chciał mnie pocałować..
-Nie, Bill jeszcze nie teraz. Poznajmy się trochę bliżej.
Cofnął głowę i posmutniał.
-Przepraszam…- zaczęłam.
-Wiedziałem!
-Co?
-Tom ci się podoba! Dlatego nie chcesz się do mnie zbliżyć!
-Żartujesz? Ja Toma tylko lubię! To ty mi się podobasz!- omg… wygadałam się- znaczy…
-Co powiedziałaś?- nagle się uśmiechnął.
-Nic takiego… że Toma tylko lubię- odwróciłam głowę.
-Ale coś jeszcze powiedziałaś.- Bill przekręcił delikatnie moją głowę.
Spojrzałam mu w oczy… te jego piękne brązowe oczy…
-Podobasz mi się..
-Powtórz…
-Lubię Cię :P
Po tych słowach Bill przysunął się do mnie i delikatnie mnie pocałował. W głowie mi wirowało.
-Ale…
-Nic nie mów…
Siedzieliśmy długo i oglądaliśmy księżyc. Kto oglądał ten oglądał :P ja nie mogłam oderwać wzroku od Billa. “Boże co ja robię? Przed chwilą całowałam się z Kaulitzem…
-Chciałbym zostać tu z tobą do końca życia.
Spojrzałam się tylko na niego i nic nie odpowiedziałam. No bo co? Co miałam powiedzieć? “Tak Billusiu ja z tobą też? yhmm..”
-Słuchaj Bill… niech to wszystko pozostanie między nami. OkI?
-Ale dlaczego?
-Prosze…
-No dobrze… zrobię jak zechcesz :)
-Dzięki- odruchowo pod wpływem impulsu pocałowałam go w policzek. “omg… zwariowałam! cofnijmy to…” myślałam.
-Za co to? :D
-Za nic :P
-To jak za nic toi ja chcę jeszcze raz :D
-Bill!
-Dobra żartowałem :P- powiedział.- chociaż..
Skierowałam na niego wzrok a on się tylko usmiechnął.
-A właśnie… mam ci coś do powiedzenia..- posmutniał.- w następnym tygodniu wyjeżdżamy z Magdeburga.
-Co? kiedy i na ile?
-Y… za 5 dni do końca wakacjii..
-Nie.. to nie prawda..- spuśiłam wzrok.
-Niestety tak… ale… może pojechałabyś z nami?
-Ja?
-Tak… miło będzie :)
-No nie wiem… muszę pogadać z rodzinką… ale samej z wami mnie nie puszczą :/
-To weź ze sobą Sandrę.
-O! Dobry pomysł… wiesz… jej się Tom podoba, ale zauważyła, że nie ma chyba u niego szans, więc chce się wziąść za Gucia…
-Co? Haha!
-Nie śmiej się :P
-Sorki :P
Odruchowo spojrzałam na zegarek.
-O Boże!! za 40 minut północ! Ale się zasiedzieliśmy…
-Ale miło było.
-Tak, ale ja już muszę iść, bo z naszego wyjazdu nic nie będzie.
-Czyli zgadzasz się?
-Muszę jeszcze to omówić.
-Spoko :)
-Dobra wyprowadź mnie teraz z tąd :P
Wstałam pośpiesznie i znowu szliśmy przez las, tym razem w drogrę powrotną :P Bill ojął mnie i szliśmy tak z pół godziny… Nie bałam się już, mimo tego, że zbliżała się północ…

~*~> C.D.N <~*~

Wszystkim odwiedzającym mój blog życzę :)

Na stole święcone, a obok baranek,
Koszyczek pełny barwnych pisanek
I tak znamienne w polskim krajobrazie
W bukiecie srebrzyste, wiosenne bazie.
Zielony barwinek, fiołki i żonkile
- Barwami stroją uroczyste chwile.
W dom polski wiosna wchodzi na spotkanie,
Gdy wielkanocne na stole śniadanie.
*
Zdrowych, radosnych Świąt Wielkiej Nocy, suto zastawionych stołów, dużo wody w poniedziałek, bogatego zająca i jak najmilszych spotkań w gronie przyjaciół i rodziny życzy Danu$ :**

Szczęście trwa krótko… przynajmniej moje” :::…

Grudzień 11th, 2009

Hejka! Tu znów ja! Nie będę się rozpisywać bo mam potworny dzień. Bolą mnie zęby, pokłóciłam się z rodzicami…A w ogóle szkoda gadać… :/ Upragniona notka!!
Wasza DELIENKA

——————————————

…zdyszany Tom i zaczął się wydzierać
- Kuźwa Bill Gustav!! Pośpieszczie się!! Zapomnieliście? Kurde za 20 minut mamy być na festiwalu, a my nie mamy nic przygotowane, co z… - urwał nagle i spojrzał na Lori, ona zmierzyła go podejrzliwym wzrokiem, a potem popatrzała na kumpli
- O co chodzi? - spytała chłodno
- Eee o nic, bo widzisz rodzice chcieli jechać na festiwal młodych talentów - powiedział Gustav
- Ooo super to jadę z wami - podskoczyła z fotela
- NIE! - krzyknęli całą trójką
- Niby dlaczego?
- Bo… bo - zaczęli się plątać - zapewniamy cię, że to będzie nudne i w ogóle. My byśmy nie jechali tylko rodzice chcą no i tak wyszło - przekrzykiwali się
- W takim razie idę do Georga - oznajmiła niczego nie świadoma blondyna i odrzuciła swoje długie włosy do tyłu kierując się do drzwi
- On też jedzie z nami - powiedział cicho Bill co dziewczynę zirytowało do tego stopnia, że poszła do pokoju trzaskając drzwiami. Po chwili w całym domu dało się słychać “Crawling” Linkin Parka. Zrezygnowana trójca przyjaciół wyszlła z domu w ponurych minach
- Bill oby ta sytuacja nie zaważyła na twoim głosie - brat przyglądał się mu uważnie
- Nie raczej nie. Tylko! Głupio mi, że ją oszukuję - odburknął kopiąc kamyk
- Uwierz, że wpakowaliśmy się w wielkie bagno. Jeśli ona się dowie, że tworzymy zespół to rozpęta się wojna i to niezła wojna - zmartwił się Gucio i pokręcił głową.
- No to jedziemy? - spytał Georg opierając się o samochód z rękami w kieszeniach
- Yhy - mruknął Tom i wsiadł do czarnego BMW państwa Kaulitz.
Przez całą drogę Bill dotykał nosem okna auta i patrzał się ze smutkiem w krople deszczu obijające się o szybę. Nie chciał kłamać nikogo, a tym bardziej jej, tej pięknej blondyny, która zawładnęła jego sercem a on dobrowolnie chce coś do niej czuć mimo młodego wieku. Byłby w stanie zrobić wszystko dla Loriatanny, nawet opuścić zespół, uciec z domu byle tylko ona była szczęśliwa. Być może byłoby to chore, ale on czuł coś więcej niż zwykłe lubię cię.
Otarł pojedyńcze łzy i zaczął przeglądać kartki by przypomnieć sobie treść piosenek. Tom z Georgem wdali się w dyskusję o tym jak najlepiej i najszybciej stroić gitary, a Gustav bawił się telefonem. W samochodzie panowała atmosfera jak na pogrzebie, Jorg chciał czasami rozbawić ich ale coś mu nie wychodziło się zrezygnował i zajął się kierownicą i drogą po które pędzili by zdążyć na czas, który wymykał się Billowi spod rąk.

Czekała nas długa

Grudzień 10th, 2009

Czekała nas długa podróż samochodem… jakże nudna i senna, tak więc odrazu po wyruszeniu w drogę przytuliłam się do Billa i odrazu usnęłam… chciałam nie myśleć o tym co będzie we wrześniu…
Nagle, ze snu wyrwał mnie głos Toma
-Co się dzieje? Dlaczego stanęliśmy?
Podniosłam głowę i rzeczywiście zatrzymaliśmy się gdzieś na bocznej drodze w lesie (nie myślcie sobie że czepnęłam się tego lasu jak rzep psiego ogona bo w każdej części jest fragment z lasu ale tak mi jakoś pasuje w opku :D).
-Tłumnik nawaliła, dlatego musimy trochę postać… zaraz spróbuję to naprawić…- tłumaczył się kierowca.
-No świetnie! jeszcze tego nam brakowało.
-Tom przestań!- chciałam go uspokoić.
-Nie no ja muszę z tąd wyjść!- Tom pospiesznie wyszedł z samochodu, trzskając przy tym drwiami.
-Co on się tak wkurza?- pytanie skierowałam do jego brata.
-Nie wiem… chodź… ta naprawa może trochę potrwać to może wyjdziemy na dwór się przewietrzyć?- zaporoponował Bill.
-Jasne :)
Wyszliśmy z auta… ja troszkę zaspana ale zaraz się rozbudziłam… postanowiliśmy przejść się wzdłuż drogi, której mieliśmy jechac do mamy bliźniaków.
-Ciekawe jak nas przyjmnie twoja mama :P
-Całkiem dobrze :D moja mama to miła i uczuciaowa osóbka… napewno jej przypadniesz do gustu- Bill uśmiechnał się szyderczo.
-No nie będę tego taka pewna!
-To zakładasz się?- spytał.
-Może innym razem :P- wystawiłam język i popchnęłam go lekko. Bill zaczął mnie gonić, bo chciał mi oddać… uciekałam pomiędzy drzewami i schowałam się zeby mnie nie znalazł.
Nagle w krzakach zaczęło coś skrzeczeć… wybiegłam szybko z mojej krzyjówk i zaczepiłam o korzeń drzewa po czym wylądowałam na Billu.
-O Boze! Bill! nic ci nie jest? - spytałam leżąc na nim.
-Nie… tylko plecy troche bolą.
-To ja moze zejde…
-Leż! miło jest :) - przytrzymał mnie ręką i leżeliśmy tak kilka minut.
-Chodź może do reszty składu bo będą się o nas martwić :P- powiedziałam i szybko podniosłam się chociaż nie chciałam :P
-No jak chcesz to możemy iść…- posmutniał.
-Albo wiesz co? chodź jeszcze pospacerujemy sobie.
Bill wstał i ruszyliśmy przed siebie…

*Tym czasem przy samochodzie…

Tom nieźle się wkurzał na wieść ze samochód się popsuł… nikt nie wiedział dlaczego o głupi tłumnik tylke hałasu…
-Tom usiądź i nie wkurzaj się.- powiedział Gerog.
-Taa… jasne…
-Dobra jak chcesz.
Tom oddalił się trochę, kopnął jakiś kamyk i wrócił.
-Dobra nie ma o co się wkurzać… zaraz odjedziemy i wszytsko będzie spoko.- powiedział, tym razem już nieco spokojnym głosem.
-Ooo… już ci przeszło?
-Tak!
-A wogóle to o co się tak denerwowałeś? O To że na czas do mamusi nie przyedziesz? :P -zaśmiał się Gucio.
-Weź bo ci zaraz przyłoże!
-Dobra żartowałem przecież…
-Chłopaki wsiadajcie! Znaczy dziewczyny też! - od auta krzyczał pan kierowca.
-Już jest zrobiony?- spytal Tom.
-Tak… chodźcie…
-Ej zaraz… a gdzie Dania z Billem?- spytała Sandi.
-Omg… tych nigdy nie ma jak są potrzebni… poczekajmy chwilę to moze zaraz przyjdą.
-Zadzwonie do niego… powinien wziąśc komórkę.- Tom złapał za tefefon i wykręcił numer do Billa.
-Tom! Jakiś telefon na tylnim siedzeniu w samochodzie dzwoni!- krzyknał kierowca.
-Nie no fajnie….

*Tymczasem u nas.

-A to prawda że w szkole rozdzielili ciebie z Tomem do dwóch różnych klas?
-No niestety… wiesz… nauczyciele nie znali się na zartach.- zaśmialiśmy się s tego.
-Zagadaliśmy się trochę ale jednak może już wracajmy.-stwierdził Bill.
-Oki…
W drodze powrotnej Bill znalazł pod drzewem jakieś kwiatki… zerwał je.
-Daniu to dla ciebie?- wręczył mi jes.
-Boze jakie ładne :) Dzięki- pocałowałam go.
-Nie ma za co :)
Po 10 minutach wyszliśmy z tego lasu i trzymając się za ręce podeszliśmy do reszty… ci orazu na nas napadli.
-A wy nie wiecie która godzina?
-Juz się o was martwiliśmy!
-Dlaczego nie powiedzieliście gdzie idziecie?!
-Czekamy tutaj i już dawno byśmy pojechali ale was oczywiście nie ma- krzyczał Tom.
-USPOKÓJCIE SIĘ!- krzyknęłam.- już się znaleźliśmy, a jak samochód jest gotowy do drogi to mozemy jechać…. Boże… o co tyle hałasu? jeszcze zwierzęta z lasu wypłoszycie!
-Bardzo śmieszne…- powiedział Georg.
-Dobra wsiadamy!- kierowca zwrócił nam uwagę… Wszyscy posłusznie zajęliśmy swoje miejsca.
-A tak wogóle to mógłbyś brać z sobą telefon jak nie wiesz o której wrócisz.- wypomniał Tom.
-I po co? Żebyście bezsensownie do mnie wydzwaniali? jeszcze byście nam w czymś przeszkodzili…
-W czym niby?- wtrąciłam się.
-No właśnie w czy?-powtórzył dredziarz.
-Omg… za grosz romantyzmu w was…
Dalsza częśc drogi do domu mamy Kaulitz zleciała szybko… kierowca chciał naprawić stratę czasu jaką musieliśmy ponieść przy naprawie tłumnika i jechał trochę szybciej niż wcześniej ale naszczęście mało ludzi było na ulucach i obyło się bez wypadków ;]
Po 30 minutach byliśmy już na miejscu :) wjechaliśmy do pięknego miasteczka Loitsche, kierowca wysiadł pod domem, otworzył bramę wjazdową na posesję pani Simone. Ta odrazu wyleciała na dwór.
-Nie no ile razy ja panu mówiłam że nie po kwiatkach ma pan jechać!- gorączkowała się kobieta.
-Oj… niechcący to było… niech pani nie krzyczy… nic się nie stało.
-No jak to nic?! Wie pan ile ja się nad nimi napracowałam?- kobieta podeszła bliżej do samochodu.- o Boże!! Bill?? Tom?? Chłopcy chodźcie tu - widać było jak jej twarz napełnia się radością z powodu spotkania się z bliźniakami… przecież nie widziała się z nimi jakiś czas :)
-Hej mamo- z samochodu wysiadł Tom, a za nim Bill i przywitali się z rodzicielką.
-Hej :* Boże ale się za wami stęskniłam! Ale nic się nie zmieniliscie- Simone uszczypneła ich w policzki.
-Mamo nie teraz.- Tom oderwał się od niej i masował sobie policzek.
-A dlaczego?- spytała, a w tym momencie ja z Sandrą wysiadłyśmy z samochodu.
-Dzień dobry… - nieśmiało zaczęłyśmy.
-A witam was!- przywitała się i zwróciła teraz swoją uwagę do chłopaków.- A co to za dwie śliczne dziewczyny wy mi tu przywieźliście? :) - uśmiechnęła się.- Tom? Bill? To wasze dziewczyny?
-Znaczy…- spuścił głowę Tom.
-Ta brunetka to jest ze mną. Ma na imię Dania.- Bill wskazał palcem na mnie, podszedł i mnie objął, a ta druga, Sandra to dziewczyna Gustava.
-Aaa… Tom… no to nikogo nie poderwałes?- Kaulitzowa dalej zadawała pytania.
-Mamo przestań!- Tom podszedł do kierowcy i wził od niego swoje rzeczy.
-No dobora nie pytam już więcej. Gustav z Georgiem! Wyjdźcie mi tu i przywitajcie się ze mną!
-Omg… szykują się zabawne wakacje z panią K. na czele- szepnął Gustav do Georga.
Chłopaki lubili mamę bliźniaków ale śmieszyła ich ta jej nadopiekuńczość ;) Zawsze zadawała dużo pytań i traktowała ich jak swoich synów xD
2/4 zespołu (ciiicho :P wiem że ten ułamek można skrócić :D) wyszli posłusznie z samochodu i podeszli do Simone.
-Witam w Loitsche :*- przywitała się.-Wy też nic się nie zmieniliście. No… Gustav tylko chyba trochę przytyłeś? Oj… niezdrowo się odżywialiście… ale teraz to się zmieni.- Gucio zrobił dziwną minę, Georg mało nie spadł z duszonego śmiechu z krawężnika i poszli wszyscy do samochodu po resztę toreb.
-Weźcie wszytkie rzeczy i chodźcie do domu!
-Ehh… to będą dłuuugie wakacje- wspomniał Bill.
Gdy już wszystkie rzeczy z samochodu były wniesione do domu, a my wszyscy znaleźliśmy się w pomieszczeniu, wszystko wskazywało na to że w salonie, pani Simona wychodziła właśnie z kuchni, w ręku trzymała tackę na której znajdowały się filiżanki z herbatą i jakieś ciastka.
-Siadajcie kochani.- powiedziała do nas miłym głosem. Wszyscy pozajmowali miejsca przy stole i zaczęły się “przesłuchania”. Piersze pytania skierowała do mnie i do Billa.
-No więc Bill… ile już jesteś z Danią?
“Omg ile to dopiero początek a ja już niewyrabiam”- pomyślałam sobie.
-No… yhmm…. jakiś miesiąc.- odpowiedział pośpiesznie i uśmiechnał się do mnie. ja żeby sprawiać dobre wrażenie uśmiechałam się ciągle.
-Ooo no to krótko… ale miejmy nadzieję ze wytrzymacie ze sobą- puściła mi oczko.
-Mamo! No my też mamy taką nadzieję.
-A ty będziesz chodzić do szkoły tam gdzie Bill?- zwróciła się do mnie.
-Yy… no… tak.
Przez jakieś pół godziny męczyła nas pytaniami o nasze życie itepe.
Wkońcu wstała od stołu.
-Pewnie jesteście zmęczeni a ja męczę was pytaniami… chodźcie, pokażę wam wasze pokoje.
Poszlismy na górę, ja już nie wiedziaam co się dzieje, bo byłam tak zmęczona… nie marzyłam o niczym innym, tylko o tym by wkoncu położyć się spać.
-No więc to będzie sypialnia Dani i Sandry.- wskazała palcem na piękny pokoik, który mieścił 2 łóżka obok siebie. Spojrzałam się na Billa… ten zrobił dziwny wyraz twarzy i już chciał coś powiedzieć, ale jego mama uprzedziła go.
-Bill, kochanie chyba nie sądzisz że przydzieliłabym ci pokój z Danią? Macie po 16 lat i…
-Dobra wiem, wiem….- przerwał jej.
-Nie martw się i tak będziemy się “wymianiać” z Guciem… ja bedę przychodził do ciebie a Sandra do naszego pokoju będzie chodzić bo matka pewnie da mi pokó z Georgiem, bo wie że gdybym miał sypialnię z Tomem to roznieslibyśmy ją na kawałki.- puścił oczko a ja się zaśmiała.
-Z czego się śmiejecie?
-Nie z niczego- powiedziałam rozbawionym głosem.
-Bill… a ty będziesz miał pokój z Georgiem, bo wiesz jakto by się skończyło gdybyście mieli razem pokój ze swoim bratem…
-Wiedziałem..- odpowiedział i wniósł swoje bagaże.
-To wy odpocznijcie po podróży, a jak byście czegoś chcieli to wołajcie… ja będe w ogrodzie.
-Dobrze.
Weszłam razem z Sandrą do pokoju i nawet nie zamieniłyśmy słowa, byłyśmy tak padnięte… no moze jedno… “Dobranoc” ;)

Achtung!
Nastepną notkę dodam jak przyjadę z wakacji… otóż w czwartek albo piątek wyjeżdżam i nie będę dawać znaku życia… mam jednak wielką nadzieję że nie przestaniecie odwiedzać mojego bloga i nadal będziecie go komentować ;) ja jak wrócę odwdzięczę się za wszytkie komentarze podwójnie ;)
Pozdrawiam wszytskich fanów TH i wszytkich odwiedzających mój blog :**

WyCiEcZkA kLaSoWa

Grudzień 3rd, 2009

Dzisiaj miała byś wycieczka klasowa do Warszawy do sejmu, senatu, meczetu, synagogi, na giełde papierów wartościowych itp. :/
normalnie wycieczka edukacyjna :/ Już zapłaciłam kasę, ale w ostatniej chwili wycofałam… przemyślałam sobie i po co będę jechać na takie badziewie?? wolałam wziąść sobie tą kasę i pójść na miasto z koleżanką z klasy :]
Ale mam beznadziejną klasę :/ wszysycy się od niej odwrócili i odzywa się tylko do mnie… :/ idioci :/ a… i w piątek dowiedziałam się że fałszywa jestem :/ jak to jej powiedziałam (Anicie) to myślałam że niewyrobi ze śmiechu :D
Rano jednak musiałyśmy iść do szkoły. Szłam i na wszelki wypadek zadzwoniłam do Anity gdzie jest… już czekała na mnie w szatni. Przechodzę koło dziewczyn z mojej klasy i mówię cześć a tu totalna olewka… :/ szmaty jebane :/
W szkole miałayśmy zajęcia z biblioteki ale po godzinie się urwałyśmy :] poszłyśmy na miasto :] musiałam kupić sobie odżywkę do paznokci bo mi się strasznie łamią :/ Anita kupiła sobie błyszczyk, kolczyki, lakier do paznokci i naklejki na paznokcie :] szkoda ze nie miałam jeszcze 10zł to tez bym kupiła sobie błyszczyk :]
Później poszłyśmy do Kebabu i posiedziałyśmy sobie i pogadałyśmy :]
Na koniec Anita musiała lecieć na autobus do domu… :)
Wolałam spędzić ten czas z Anitą niż z moja klasą w jednym autobusie :/ z brudasami :/ (tylko ja wiem o kogo konkretnie chodzi :] no i Anita :D:*)
Pozdrawiam :*
Jak przyjdę po filmie to dodam gif i punktatorki bo teraz już spadam :]

HAPPY BIRTHDAY!!!!!!!!

Listopad 27th, 2009

JAK WSZYSCY WIEDZĄ DZISIAJ OBCHODZĄ URODZINY TE KOCHANE DWA PASZCZURKI Nie wiem co mam napisać, bo w końcu tyle życzeń już im zostało złożonych że łohoho!

Zacznijmy od tego, że na stronie = można znaleźć tekst i wiele ważnych informacji :)
Wkleję pod strony najwazniejszych zdjęć
O to jest prezent dla Billa, Toma i UWAGA!! Dla Georga i Gustava również. Na koszulkach są zdjęcia polskich dziewczyn, które nadesłały swoje zdjęcia.

PRZÓD:

TYŁ:
Wg mnie to wspaniały prezent doprawy!!

To jest cała paczka w której znalazły się prezenty

Czemu fioletowa??
Oprócz bluzek i “uroczego” pakunku dostali mapę Polski :)

Dodatkowo do zdjęcia fani mieli napisać pare słów, jakieś życzenia, za co im dziękują itp. Wszystkie uczucia przelane na komputer zostały złączone w piękny wg mnie list :)

No a teraz taka ogólna fota

Ja i Lazi ofkorz życzę im (całej czwórce) wszystkiego najlepszego! Szczęścia zdrowia, siły odporności i wiary w dobrą przyszłośc, w to że bardzo wiele mogą osiągnąć. I choć wiem, że tego nie przeczytają to chcę im tylko przekazać, że nawet jak jest ciężko w końcu przyjdzie dzień w którym wszystko będzie dobrze, niech czerpią jak najwięcej radości z tego co robią. Pokazali wiele i pokażą więcej ale my fani musimy im w tym pomóc! NIE NA KUPOWANIU GAZET czy na wieszaniu plakatów na ścianach. Raczej na utrzymywaniu kontaktu z nimi, przeżywania każdego koncertu, płakać gdy oni płaczą, cieszyć się kiedy oni są szcżęśliwi nawet jak fakty nie są dla nas najlepsze.

BILL TOM GEORG GUSTAV zawszę będą sobą, bo liczy się wnętrze a nie opakowanie. Gówno mnie obchodzi, że komercha, gówno mnie obchodzi że mówią że to baby. ONI ŻYJĄ RÓWNIEŻ DLA NAS FANÓW a jak komuś to nie pasuje to ma Big Problem…

Buziaki :*:*

PS… Z Nienawiści rodzi się tylko gorsza przyszłość…
A miłości spełniają się najpiękniejsze marzenia…

CzĘśĆ XIV

Listopad 20th, 2009

Zobaczyliśmy dosłownie “stado” dziewczyn czekających na chłopaków. Przyjrzałam się i kogo zobaczyłam wsród tych panienek? Szmatę spod szkoły :/. Już szłam w jej stronę żeby jej zaje… zawalić w gębę.
-Daniu gdzie idziesz?- zapytali równo Bill z Sandrą.
-Co? A nigdzie.- wróciłam się.
Na podwórku uchłopaków przylukałam…. siekierę xD. Moja wyobraźnia zaczęła pracować :D Już wyobrażałam sobie, że biorę ją i uzbrojona w siekierę idę na tą szmatę. Za te wszystkie groźby, które posłała w moją stronę, za to że kazała mi się trzymać z dala od Billa. Już podchodzę do niej… podnoszę siekierę i…..
-Wejdźmy do domu tylnymi drzwiami- powiedział Bill. Plum! (:D) plan snuty w mojej wyobraźni prysnął jak bańka mydlana.
Dobra z tą siekierą to trochę przesadziłam :D
-Musimy wejść od tyłu bo one nas staranują- ciagnał.
-Nie no spoko. Nie chciałabym tego przeżyć na własnej skórze.
-Właśnie, chodżcie tędy.
Przeszliśmy przez furtkę, kierując się w stronę wejścia. Weszliśmy do środka. Jakoś cicho było. Żadnej muzyki, dopiero pośrodku wielkiego pokoju siedział Tom i Georg, a Gustav wyglądał ukradkiem przez okno.
-O nareszcie jesteście. Cześć!- przywitał się Georg. Dałam mu buziaka w policzek na powitanie, Sandra też i podeszłam do Toma.
-Cześć- przywitałam go tak samo jak Georga.
-Hej, pięknie wyglądasz :)
-Dzięki :) Hej Gustav :P
-Hej, omg… te napalone dziewczyny nie dają sobie spokoju.-Hmm… przyszłyśmy na imprezę, a nie na pogaduchy :P- zauważyła Sandra :D
-No właśnie! Gdzie muzyka? Bo widzę, że “przekąski” i coś do “picia” jest już przygotowane- podeszłam do wieży, obok znajdowałao się jedzenie z dużą ilością napojów hm.. procentowych.
‘No tak, nie ma to jak impra zakrapiana alkoholem’- pomyślałam.
-Nie wiem jak wy, ale ja chcę się pobawić. Włącze muzę. Hm.. który numer piosenki? Niech będzie 3.
-Ale uważaj… bo…- Tom nie dokończył.
-Na co? Aaa!!!!- muza zaczęła grać. Była nastawiona na piosenkę B.Y.O.B. SOAD. Nie no piosenka spoko, tylko że były włączone podwójne basy i muza na fulla. Stała przy głośniku. Oszołomiło mnie jak cholera, pośpiesznie wyłączyłam muzykę.
-… na basy.- Tom dokończył zdanie.
-Yy… dzięki za radę.- w uszach mi huczało.
-Nie no kochanie ale ty zdolna jesteś…- zaśmiał się Bill
-Co ty do niej barciszku powiedziałeś?
-Nic nie powiedział! Chodźmy zatańczyć. Bill włącz muzykę- pociągnęłam Toma na środek i puściłam oczko Billowi, żeby nic sobie nie pomyślał :P Muzyka zaczęła grać. Leciało coś szybkiego ale napewno nie SOAD :P Tańczyłam chwilę z Tomem, gdy Bill przełączył piosenkę na wolną i podszedł do nas.
-Odbijany :P- powiedział.
-Zawsze wleziesz tam, gdzie nie trzeba- Tom odszedł. Chyba “szykować” drinki. Spojrzałam na Sandrę, bajerowała Gustava i dobrze się bawiła :D, a Georg gdzieś zniknął.
Przytuliłam się do Billa.
-Może jednak powinniśmy powiedzieć im o nas?- szepnęłam.
-Nie, jak wyjedziemy to dopiero im powiemy. A własnie, rozmawiałaś z rodzinką o tym?
-Tak, matka powiedziała, że się zastanowi.
-Dobre i to :)
Ręce mi drżały, gdy obejmowałam Billa. Nie zauważyliśmy nagle, gdy piosenka się skończyła.
-Zara wrócę- powiedziałam i poszłam do Sandry. Pociągnęłam ją za drzwi salonu.
-Co ty wyprawiasz? Tak miło mi się z Guciem rozmawiało.
-Sorki, Sandra słuchaj. Za 3 dni chłopaki wyjeżdżają z Magdeburga.
-Gdzie?
-Nie wiem. Albo do Loitsche, albo do Hamburga. Jeszcze niewiadomo.
-I co z tego?
-jezu, jaka ty niedomyślna jesteś :P Chłopaki chcą żebyśmy pojechały z nimi.
-Serio? Ja z tobą?
-Tak- powiedziałam.
-Kurczę… zobaczę co da się zrobić. A ty możesz jechać? Jak starzy zareagowali?
-Matka jeszcze się zastanawia, a ojciec to nie wiem czy zauważy, że mnie nie ma w domu. Reakcja była oczywista. Wkurzyła się, ale powiedziała, że to przemyśli.
-Dziewczyny chodźcie!- krzyczał Tom.
-Dobra idziemy. Sandra to zdobądź zgodę, oki?
-Spoko postaram się.
Weszłyśmy do salonu.
-Gdzie byłaś?- spytał Bill.
-Rozmawiała z Sandrą o wyjeżdzie.
-I co? zgdziła się?
-Raczej tak.
-To super.- Bill pocałował mnie dyskretnie w czoło.
-Oki. Teraz czas na coś mocniejszego.- do pokoju wszedł Tom z tacą drinków.
-A spróbuję- powiedziałam i wzięłam niebieskiego.
-Ty pijesz?- spytała Sandi.
-Sandruś od czasu do czasu tak.- wypiłam. Zakręciło mi się troszkę w glowie, ale przeszło. Wzięłam jeszcze jednego tak dla rozluźnienia.
-Wiecie co? Nudne to się robi. Lepiej w coś zagrajmy. Np. w pokera.- zaproponaowałam trochę już “rozluźniona”.
-Ale w rozbieranego :P - Tom.
-Oki, to dajcie karty.
-Daniu ale ja nie umiem grać.-szepnęła Sandra.
-ja też nie. Ale gramy ;]
-Ty pijana jesteś!
-Co? chyba żartujesz. Ty mnie chyba pijanej nie widziałaś.
-Właśnie nie…
Gra się zaczęła. W pierwszym rozdaniu przegrał Georg.
-No Georg wyskakuj z bluzki :P - powiedział Gustav. Chłopak zdjął bluzkę. W następnym rozdaniu nie udało się Tomowi.
-uu… zapowiada się ciekawie :P- mówiłam.
-Nie ciesz się :P - Tom zdjął… czapkę. :P
Byłam rozbawiona tą całą sytuacją, gdy nie zauważyłam jak w kartach wyszła mi tylko para dziewiątek.
-Cholera!
-Hehe… Daniu dawaj :P- Tom. Kurczę… musiałam zdjąć bluzkę, bo żadnej kurtki albo czegoś innego nie miałam.
Gra rozkręcała się coraz bardziej a ja siedziałam bez bluzki w staniku :P Chłopaki byli już “lekko” pijani, tylko Bill prawie nic nie wypił. Nawet Sandra była pod wpływem drinków. Gdy na zegarku wybiła północ, a ja musiała zdjąć spodnie Bill nie wytrzymał.
-Dobra koniec zabawy! Daniu ubieraj się!
-Ale Bill… ja się dobrze bawię.
-Tak, kompletnie pijana.
-Bracie uspokój się. Niech robi co chce. to przecież tylko gra.
-Tom zamknij się!- Bill pozbierał moje ciuchy i podniósł mnie.
-Kochanie zostaw!
-Nie! idziemy do mojego pokoju, musisz się przespać.
-Z Tobą… no miśku… tak szybko?
-Nie o to mi chodzi.
-Szkoda…- nie wiedziałam już co mówię.- Tom, skarbie chodź ze mną.
-Już idę :d- Tom wstał.
_Tom siadaj!- krzyknął na brata Bill.
-Ale…
-Żadne ale… Daniu idziemy.
-No trudno. Papa skarbie!- pożegnałam się z Tomem i resztą.
Wstałam i oparłam się na Billa. Podeszliśmy pod schody, ja- chwiejnym krokiem, ale jakoś doszłam do pokoju Billa. Położył mnie na łóżko.
-A ty gdzie będziesz spał?
-Poradzę sobie.
-Bill… podejdź na chwilę.
-Co chcesz?
-Pocałuj mnie!- chłopak spełnił moją “prośbę” i opadłam na poduszkę. Drzwi do pokoju się zamknęły, a ja usnęłam., całkiem nieswiadoma tego co robiłam, co piłam i co gadałam. Byłam poprostu pijana…

Urodziny Gustava i kolejna część :D

Listopad 13th, 2009

Dzisiaj jak wszyscy wiedzą są urodziny Gustava :) To życzymy poraz kolejny szczęścia, zdrowia, spełnienia wszelkich marzeń oraz uśmiechu na twarzy, który w wędrówce przez ciężkie życie nie zniknie :*:* HAPPY BIRTHDAY TO YOU!!! HAPPY BIRTHDAY TO YOU!! HAPPY BIRTHDAY LIEBE GUSTAV!! HAPPY BIRTHDAY TO YOU!!
No i proszę mam angielsko dżermańską wersję sto lat :P
A teraz notencja :D:D

Wszyscy patrzeli teraz na Lori w ponurych minach a ona nie mogła dłużej powstrzymać łez…Miała szanse na kariere…mogła robić to, co lubi.Jej szczęście prysło w przeciągu sekundy.
“Czułam,że coś jest nie tak, wiedziałam”-pomyślała zawedziona dziewczyna. Nie panowała nad tym co robi, stała nawprost nich i płakała. Dopiero po chwili oprzytomniała i wybiegła z budynku nie patrząc pod nogi gnała przed siebie
-Ja wiedziałem że tak będzie-krzyczał Gustav-Wiedziałem
-Ide za nią - Tom zerwał sie z miejsca
-Ani sie waż! - Gucio złapał go za ramie i nie pozwolił mu sie ruszyć - Nigdzie nie pójdziesz! Zawsze zrobisz coś głupiego, nie zbliżaj sie do niej.
Po tych słowach Gucio pobiegł za Lori.”Gdzie ona jest? Gdzie pobiegła?” - myślał ale dziewczyny nigdzie nie było. Wtedy stanął w miejscu i łzy, obfite łzy zaczęły spływac po jego policzkach, wspomnienia wróciły. Ten sam obraz co widział już pare lat temu, nie chciał tego powtarzać Lori obiecała że nigdy więcej ale w takiej sytuacji może znów…
Najszybciej jak potrafił zerwał się z miejsca i zaczął biec w kierunku ukochanego drzewa. Spojrzał na konar i przeraził się, zobaczył serduszko które razem wyryli w drzewie gdy byli mali a teraz był w nie wbity nóż. Nie czuł bólu w nogach, dalej biegł tym razem do domu blondyny. “Całe życie biegnę. Całe życie biegnę i nie umiem się zatrzymać, mijam tyle rzeczy, tyle osób, sytuacji i okazji by cokolwiek wyjaśnić. Biegnę i wszystko tracę” myślał gorączkowo.

- Halo?
- Gustav i co znalazłeś ją? - spytał wystraszony Tom, odpowiedziało mu łkanie, ciche łkanie i szeptanie, nie słyszał co dokładnie przyjaciel mówił, ale wiedział że nie jest dobrze
- GUSTAV! GDZIE JESTEŚ?! - krzyknął bliski rozpaczy
- U… W domu Lotri - powiedział i wybuchł płaczem, upuścił komórke na ziemie i sam osunął sie na nią po ścianie. To co zobaczył go przeraziło. Blondyna leżała na ziemi, miała pokrwawione ręce, dłonie. była nieprzytomna. Gustav położył się koło niej i głośno płakał
- Lori prosze,prosze - Nie był w stanie podnieść telefonu i zadzwonić po karetke. Przepełniła go nienawiść do samego siebie. Sięgnął po żyletke,która leżała obok dziewczyny, ale zanim zdążył przejechać nią po żyłach do domu wpadł zdyszany Tom, a za nim cała reszta przyjaciół.
-Gustaaav! - krzyczeli jeden przez drugiego
- Co ty wyprawiasz!? - Krzyknął Tom i podniósł przyjaciela z podłogi
- Trzeba zadzwonić na pogotowie - zawołał Georg przytomnie - Ona nie może umrzeć,musimy coś zrobić! - krzyczał. Wziął do ręki telefon i zadzwonił po karetke,która po kilku minutach była już na miejscu. Kiedy lekarze wynosili Lotrie na noszach Gustava opętało, zaczął rzucać wszystkim co miał pod ręką. Tom dostał jakimś wazonem w głowe,ale naszczeście nic mu sie nie stało.
- Czyś ty zgłupiał!? - zawył
- Ten młodzieniec też pojedzie z nami - rzekł jeden z lekarzy, przydadzą mu sie środki na uspokojenie - Po tych słowach wyszli.
Mimi oparta o ścianę zjechała po niej i schowała twarzw dłoniach, pragnęła się obudzić i być pewna że to tylko zły sen, otworzyła oczy i zobaczyła że tak nie jest. Spojrzała na Toma i wystraszona podskoczyła do niego
- Co ty robisz? - krzyknęła wyrywając telefon z jego dłoni
- Muszę przecież Billa powiadomić - odrzekł zdezorientowany
- I co mu powiesz? Nie jesteśmy gotowi na taką rozmowę a tym bardziej nie przez telefon, dwaj przyjaciele mają wielki problem, jeden załamał się psychicznie, a drugi? Osoba Billowi tak bliska umiera i co chesz mu tak offen to powiedzieć przez telefon? - tłumaczyła gestykulując rękami
- To co ma nic nie wiedzieć kurwa mać? - wrzasnął
- Nie… Musi wiedzieć, ale… ale udawaj spokojnego. Powiedz… Powiedz mu, żeby przyjechał bo mamy sprawę. Ale bez paniki
Tom zrobił taką mine jakby mu sie krzywda działa,że ktoś mówi mu co ma robić.W końcu wykręcił numer Billa:
- No cześć brat,co jest? - Bill
- Co ci tak wesoło,zwłaszcza,że tw… - w tym momencie dredziarz przerwał, gdyż Mimi walnęła go w ramie - Znaczy możesz przyjechać do nas? -poprawił się szybko
- No dobra, ale może najpierw mi powiesz co sie stało? Chodzi o Loriatannę? Znowu coś palnąłeś? - gadał jak najęty
- Nie…nie chodzi o nią - warknął Tom mało przekonywująco - przyjedź do jej domu.
- Coś mi tu śmierdzi. Zaraz będe-Bill zakończył rozmowe i pośpiesznie zamówił taksówke.
- Ty mu to powiesz, dziewczyny są w tym lepsze - Tom spojrzał na Mimi ze smutkiem
- Ohh…Tom,jak dziecko… Ale dobrze,bo ty zawsze coś robisz nie tak - powtórzyła słowa Billa.
- Znowu kurwa ja! Czy wyście sie uwzięli?! - Tom nie wytrzymał
- Teraz chcesz sie kłócić? Lepiej pomyślmy jak powiedzieć o wszystkim Billowi - Dziewczyna zachowała zdrowy rozsądek
-A o czym chcecie mi powiedzieć?Co jest? - czarnuch niepostrzeżenie wszedł do domu
-Nooo..boo..-Tom zaczął się jąkąć i błagalnie popatrzył na Mimi.
-Ja powiem - oznajmiła i wskazała Billowi miejsce na fotelu…

Wiem krótka notka :D Ale chyba będziemy dawać częściej, tyle że krótsze :] Pozdro :*

CzĘśĆ 34

Listopad 10th, 2009

-Co?!- krzyczałam po tym co usłyszałam.
-No… znaczy sie…- Bill zpuścił głowę.
-To może ja pójde posprzątać…- Tom nagle przypomniał sobie o obowiązkach. Bill wkońcu podniósł głowę i spojrzał na niego błagalnie, ten nic sobie z tego nie robiąc udał się do pokoju na górze.
-O kurna, zapomniałem…. ja idę pomóc Tomowi- Georg zaraz opuścił pomieszczenie, a Gucio wyszedł z Sandrą.
-no słucham!
-No bo… tak więc… dom zostaje do naszej dyspozucjii do stycznia, bo wujek, którego to wszytsko jest właśnością jest w Düsseldorfie, musiał wyjechać w sprawach zawodowych- czarnulek tłumaczył się jednym tchem a ja stałam naprzeciwko niego ze skrzyżowanymi rękami i czekałam co ma mi do powiedzenia.
-Gniewasz się?- spytał gdy skończył.
-No…- nie mogłam się na niego gniewać, bo nie miałam o co a przecież fakt, że mieszką z wujkiem zgadzał się w 100%…
Chłopak spojrzał na mnie pytająco. Przeszłam się nieco po pokoju by sie rozejrzeć… złapałam poduszkę, odwróciłam się do Billa i rzucając w niego odpowiedziałam, że nie. xD
-Tylko mogłeś odrazu powiedzieć, że wasz wujek wyjchał, a wy mieszkacie tutaj sami?- po chwili dodałam.- przecież napewno byśmy się zgodziły….
-No bo….- zaraz dotarły do niego moje ostatnie słowa “napewno byśmy się zgodziły”bo zaraz jakoś się zmienił- ale jak to byście się zgodziły?
-Ehh… nie znasz dziewczyn?- zaśmiałam się.- nie darowałyby mi, gdybym z mojego powodu nie pozwoliłabym im mieszkać z wami…
-Jak to?- Bill dalej zadawał pytania, nalewając sobie soku.
-Boże… Bill…- nie wiedziałam jak mam mu to wytłumaczyć.-No nie wiedzisz, że między Twoim bratem z Monią coś iskrzy? Albo między Sylvią a Georgiem? O Sandrze już nie wpominając….
-Aaaa- zrozumiał xD
-Brawo Skarbie…- zaśmiałam się- dobra, no to pokażesz mi gdzie mam spać?
-Tak, to ja moze zasniose tam twoje torby.
-Ok, ale ja śpie z Monią… już to ustaliłyśmy we dwie.- powiedziałam.
-Nie ma sprawy… idź do łazienki jak chcesz a ja ci zaniose torby. Na góre, pierwsze drzwi po prawo.- powiedział znikając na schodach.
Wzięłam podręczną torebkę i poszłam szukać łazienki. Gdy ją znalazłam i zrobiłam to co potrzeba (xP) poszłam szukac owej sypialni. “perwsze drzwi po prawo”- powtarzałam sobie wchodząc na górę… byłam tak padnięta, że nie mysląc o niczym innym nacisnęłam klamkę. W pokoju panował półmrok. Znalazłam łóżko po omacku i wsunęłam się do niego. Zastanowiłam się gdzie może być Monika, bo oprócz mnie nikogo więcej nie było. Odwróciłam się do ściany i próbowałam usnąć. Nie na długo… trzask zamykajacych się drzwi obudziły mnie.
“Boże… dlaczego ona nie umie inaczej drzwi zamykać?”- pomyślałam sama do siebie. Postać odsłoniła kołdrę i przysuneła się do mnie. Poczułam rękę oplatającą się wokół talii.
-Monia daj sobie siana… wiem że to ty….- mruknęłam.
Nagle ktoś mnie pocałował w policzek.
-Monika uspokój się! wiem że jesteś zboczona ale że aż do tego stopnia? Sorry… nie jesteś skarbie w moim typie- zażartowałam. Osoba przysunęła się do mnie… hmm… wiem, może to i głupie, ale jak na dziewczyne przystało, ten ktoś nie miał biustu! odkręciłam się gwałtownie, myśląc po raz kolejny, że to jakiś gwałciciel…. usłyszałam “Auuaa” oj, walnełam tego kogoś łokcia… usiadłam na łóżku i zapaliłam pobliską lampkę nocną.
-BILL?! Co ty tutaj robisz?!- prawie krzyczałam.
-Pięknie mnie przyjęłaś…- zaśmiał się rozcierając sobie czoło.
-Co ty tutaj robisz?- ponowiłam pytanie.
-No… powiedzmy, że krasnoludki zamieniły mnie z Moniką na miejsca i zamiast jej się tutaj znalazłem…
-Bardzo śmieszne…dodaj jeszcze wstęp za górami, za lasami i będzie wszytsko dobrze. Dobra, a tak na serio?- mało nie wybuchłam (dzikim xD) śmiechem po tym co powiedział.
-Powiem ci… że….- nagle nakrył mnie kołdrą i zaczął łaskotać. Śmiałam się jak opętana.
-nie! Przestań! jesteś okrutny!- mówiłam przez śmiech.- idę od ciebie!- wyrywałam się.
-Nie!! Dobra prestane ale jak zostaniesz- zrobił maślane oczka.
-Ehh… no jeśli mnie zmuszasz do tego bym została, to zostane- wystawiłam język.- ale zaraz, zaraz…. jak ty jesteś tutaj zamiast Monia to kto jest z nią?- spytałam po chwili.
-Yyy…- tylko to zdołał z siebie wydusić… popatrzyłam na niego jak na nienormalnego bo jego wypowiedź dała mi dużo do myślenia.
-Czyli jak ty jesteś tutaj, to z Monią jest twój brat ksero? o Boże tylko nie to!- krzyknęłam.
-Nie martw się, on jej nic nie zrobi….- uspokoił mnie Bill obejmując ramieniem.
-No… on jej może i nic ale nie wiadomo czy ona nie zgwałci twojego brata- zaśmiałam się.
-Haha nie no Monika chyba taka nie jest?
-Oj zdziwiłbyś się- po raz kolejny nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. -Dobra śpijmy już… a własnie!- przypomniało mi się gdy się położyliśmy.- Kiedy jedziecie na jakiś koncert?
-No… chyba za 2 dni…- odpowiedział.
-Co? Za 2 dni szkoła się zaczyna- posmutniałam ale przez ciemnośc panujacą w pokoju Bill tego nie zauważył.
-No, ale niedługo się znów zobaczymy, obiecuję- powiedział i po tych słowach pocałowałam go w usta.

Rano, w kuchni. Monia weszła zaspana i śpiącym głosem wymruczała.
-Daniu, ale się kręcisz w nocy… ja już nie śpię z Toba… nie dość że nie dałas mi spać to mnie obejmowałaś.- wprost ryknęłam śmiechem razem z Billem. (xD)

Od poniedziałku zaczęła się prywatna szkoła… Chłopaki pojechali na koncert i nie będzie ich przez kilka dni. No więc dom cały dla nas! Nie no obiecałyśmy, im, że utrzymamy dom w porządku i nie będzie żadnych niespodzianek. Ha! Obiecanki-cacanki… nie no żart ;)
Kolejny dzień w szkole był spokojny. Okazało się, że ludzie są lepsi od tych, w szkole państwowej… Chyba tutaj nikt nie słyszał o tej aferze Popcornowej, albo może nikt mnie nie poznaje. No i niech tak pozostanie…
Poznałam nowe koleżanki i rzecz jasna kolegów (xD), do klasy trafiłam razem z Monią… ehh.. niestety Sylvia i Sandra jakimś sudem trafiły do innej klasy. Dlaczego? Nie mam pojęcia, ale postanowiłyśmy z dziewczynami że pójdziemy do dyrekcjii i poprosimy o przepisanie. Ehh… mam nadzieję, że będzie taka możliwość.
Kolejny dzień po lekcjach, ja z Monią wróciłyśmy do domu o tej samej porze, Sylvia i Sandra mają jeszcze jedną lekcję. Jak każdego dnia, włączyłam tv i postanowiłyśmy zamówić obiad, żeby było szybciej i żeby nie unosił się zapach spalenizny po naszym gotowaniu. No, tak na wszelki wypadek oczywiście. (x))
Kolejny monotonny dzień po szkole… dzownek do drzwi.
-Ja otworze!- krzyknęłam do brunetki, która jak zwykle pewnie zajmowała łazienke.
-Dzień dobry jestem z chińskiej restauracjii.-powiedział młody chłopak, trzymający w ręku “nasz” obiad.
-Dzień dobry, tak, dziękuję.- oto nasza rozmowa, w między czasie dałam mu pieniądze i odebrałam obiad. Zamknęłam drzwi, położyłam wszytsko na stole a tu zaraz Sandra z Sylvią weszły do pokoju niesione zapachem jedzenia.
-Ooo właśnie o tym myślałyśmy- powiedziały.
-hehe siadajcie i jedzmy bo zaraz umrę z głodu- powiedziałam puszczając oko.

Wieczorem, gdy oczywiście znowu nie miałyśmy co robić, dom był taki pusty bez chłopaków, zawsze coś się działa a teraz totalna nuda…
Siadając na sofie przed telewizorem przełączyłam akurat na program Pro7… zauważyłam że akurat jest emisja z jakiejś gali rozdania nagród. Zaciekawiło mnie to. Nagle w tv, prowadzący powiedział.
-A teraz na scenę zapraszamy zespół Tokio Hotel! Prosimy bardzo!
-DZIEWCZYNY CHODŹCIE SZYBKO!- krzyknęłam podskakując na sofie, mało co nie wywaliłam się do tyłu razem z nią….

*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^

Witam :D no więc, dzisiaj obejdzie się bez głupiego gadania ;P no ale chciałam odrazu przeprosić wszystkich z góry, że jesli dzisiaj was nie powiadomię, to napewno zrobię to w 100% jutro xD o to nie musicie się martwić ;]
Pozdrawiam wszyyyystkich ;* W sczególności:
-> Monię ;*:* (]:->)
-> Sylwię :D;*
-> Majusię :*:*
-> Karolinkę :* (bill-new-image :))
-> Paulę :*(tokio-th-story)
-> Paulinkę :

Last? 2

Listopad 3rd, 2009

Czarnuch starał sie zrozumieć gest wykonany przez lekarza. “Czy to oznacza, że ją stracił?” myślał płacząc. Nie chciał tego kończyć. W końcu dzięki niej poczuł, że umie kochać, poczuł się jak stu procentowy facet. Nie obchodziło go już, że niektórzy uważali go za babę. Ona była dla niego całym życiem, nie chciał jej stracić. Całe życie leciało mu przed oczami, wszystkie chwile i momenty spędzone z Lotrią, ich pierwsza kłótnia, to jak dostał pilotem w głowę, każde jej słowo utrwaliło się w jego głowie. To jak na jeden dzień było dla niego za dużo. Zamknął oczy i poczuł tylko coś zimnego…

- Jak myślisz nic mu nie będzie? - Bill usłyszał delikatny dziewczęcy głosik
- Ciii… Bo go zbudzimy. Napewno z tego wyjdzie - odezwał się drugi głos, kojarzył je ale nie umiam na tę chwilę stwierdzić do kogo należą.
- Ucieszy się jak mu powiemu, że Lotria żyje - szepnęła tak pierwsza, czarnuch poruszył się niespokojnie, czy on dobrze słyszy? “Lotria zyje… Lotria żyje… żyje” myślał budząc się. Nagle zerwał się do pozycji siedzącej i otworzył szeroko oczy
- Lotria żyje?! - krzyknął i rozglądnął się dookoła, obok łózka stała Mimi i Tom wystraszeni tym co się przed chwilą stało lecz po chwili na ich twarzach widniał uśmiech. Rzucili się na siebie i zaczęli przytulać - kiedy mogę ją odwiedzić? - spytał cały podekscytowany, Tom wymienił z przyjaciółką spojrzenie i usiedli na łóżku
- Lotria boi się nam teraz spojrzeć w oczy, wyjechała na jakiś czas do Angli na rehabilitacje, musi zacząć normalnie żyć. Jest pod stałą opieką specjalistów i codziennie pisze e-maila do rodziców. Mamy za każdym razem od niej pozdrowienia. - wyjaśniła Mimi, a dredziasty dodał
- I prosiła żeby nikt po za rodzicami narazie do niej nie pisał - Billowi zrzedła trochę mina, ale jego szczęścia nie był nikt w stanie zburzyć. Cały wesoły zeszedł na dół zrobić sobie coś do jedzenia. Cały czas myślał o swojej ukochanej i o tym, że za jakiś czas się spotkają i wszystko będzie takie jak kiedyś.

Gdy zapadł zmierzch, a nad Magdeburgiem wisiał dywan gwiazd jeden chłopak nie miał wcale zamiaru spać, siedział na oknie i wpatrywał się w jedną gwiazdkę mając nadzieję, że pewna osoba również na to patrzy. Chciał utrwalić wszystkie te chwile na kartce papieru, chciał ukazać je kiedyś światu. Pragnął teraz dzielić się swoimi przeżyciami z ludźmi.

Nie ma juz nikogo, kto mnie naprawdę dobrze zna
Mój świat stopniowo się załamuje
Własnie upływa happy-end
Nie muszę płakać o ciebie
Wiem, że nie jesteśmy nieśmiertelni
Ale kiedyś powiedziałaś:

Kiedy już niczego nie bedzie
Stanę się Aniolem - tylko dla ciebie
Każdej ciemnej nocy Tobie się ukazywać
Następnie polecimy daleko stad
Nigdy się juz nie zgubimy

Aż mi się pierwszy raz ukażesz
Wyobrazam sobie, że ty z góry
Płaczesz nad chmurami dla mnie
Czekam nieskończenie długo na Ciebie
Ale nieskończoność nie istnieje
Ponieważ powiedziałaś kiedyś

Kiedy juz nie bedzie innego wyjścia
Stanę się Aniolem - tylko dla Ciebie
I każdej ciemnej nocy Tobie się ukazywac
Następnie polecimy daleko stad
Nigdy się już nie zgubimy - nigdy się nie zgubimy

(Jeśli nie będzie innego wyjścia)

Pomyśl tylko o mnie i zobaczysz
Anioła, który unosi się obok ciebie
Pomyśl tylko o mnie i zobaczysz
Anioła, który leci obok Ciebie

Kiedy już nic się nie uda
Stanę się Aniolem - tylko dla Ciebie
I tobie się każdej ciemnej nocy ukazywać
Potem polecimy daleko stąd
Nigdy się już nie zgubimy

kiedy już… kiedy już nie bedzie innego wyboru
kiedy już… kiedy już nie bedzie innego wyboru

Zanotował i przymknął powieki pod ciężarem snu. Teraz jego życie znalazło sens…