Przez ten krzyk podskoczyłyśmy z Sandrą do góry. Chłopaki wyszli na korytarz a my pobiegłyśmy do kuchni. Za chwilkę przyszłyśmy z “duszą na ramieniu” jak to się mówi ![]()
-Bill… bądź ostrożny.- powiedziałam.
-Nie martw się.
-Masz!- podałam mu do ręki… yy… wałek? ![]()
-Kochanie po co mi to?- zdziwił się Bill.
-No.. tak na wszelki wypadek ![]()
Chłopak wział odemnie wałek do ciasta, Sandra dała Guciowi nóż, a Georg z Tomem kij bejzolowy… lol… wiem komiczny widok ale skąd mozemy wiedzieć co się dzieje za ścianą?
Zrobili parę kroków… zatrzymali się, bo usłyszeli jak coś upada. Mimo tego postanowili iść dalej.. nie zatrzymywać się…
Zapukali do drzwi. Jakaś starsza kobieta otworzyła drzwi…
-O BOŻE!!- krzyknęła gdy zobaczyła cały zespół TH uzbrojony w każdego rodzaju “broń” domową ;]
-Yyy…- zaczął Tom.
-czego tutaj chcecie?- kobieta przymknęła drzwi do pokoju.
-No bo… oglądaliśmy film…- ciągnał Bill.
-…i usłyszelismy krzyki dochodzące z pani pokoju…
-… i postanowiliśmy to sprawdzić.- zakończył Georg.
-W szpiegów zachciało się wam bawić?!- krzyczała kobieta.
-nie… tylko niepokoiliśmy się trochę.
-Zajmijcie się swoimi sprawami! Widzieliście się jak wy wyglądacie?! Nie? To może pożyczyć wam luserka?! W godzinach wieczornych spacerować po hotelu z nożami i innymi rzeczami… przecież to skandal! Ja poskarżę się w recepcjii!- krzyczała.
-TAK?! TO MOZE MY SIĘ POSKARŻYMY?! ciągle ktoś krzyczy z pani pokoju!
-Ty nie wiesz chyba z kim gadasz!
-Wiem! To pani chyba nie wie z kim gada!
-ZAMKNĄĆ SIĘ! cisza nocna obowiązuje od 22:00 a już jest 22:30! to chyba coś oznacza?!- na kortarz wyszedł recepcjonista, a za nim połowa lokatorów holetu.
Chłopaki schowali wałki i noze, a ja z Sandrą weszłam do pokoju.
-Omg ale kabaret… -powiedziałam.
-No tak… ale dalej nie wiemy o co chodziło z tymi krzykami!- Sandra zadrżała.
Za kilka minut przszli wszyscy… na korytarzy ucichło.
-No co za baba!- mówił Bill.
-Wredota!
-Idiotka!
-My chcemy pomóc a tu co nas spotyka?
-Cicho dądźcie!- uspokoiłam ich -Jutro dowiemy się o co tutaj chodzi.
-Tak… a wcześniej sami nas podćwiartują..
-Sandra przestań! Będzie dobrze… musi być.. a teraz chodźmy spać.- ziewnęłam.
Gustav razem z moją przyjaciółką i z Georgiem poszli do swojego pokoju. Tom i Bill już się połozyli bo byli wkurzeni tą całą sytuacją a ja nie mogłam usnąć.
Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi sąsiadów. Podeszłam do drzwi wejściowych i uchyliłam je żeby zobaczyć co robią.
Zauważyłam… faceta jak wynosi dywan zwiniety w rulon… no nic strasznego ale… uchyliłam bardziej i co ujrzałam?! ślady krwi!! Zamknęłam pośpiersznie. Byłam w strachu… “A więc naprawdę tam doszło do zabójstwa!”- pomyślałam.
Pobiegłam na palcach do szafy, żeby się ubrać bo chciałam jednak to sprawdzić..
Pośpiesznie założyłam dzinsy i bluzkę i wybiegłam za tym facetem… Dogoniłam go i schowałam się za róg ulicy… zobaczyłam że niesie ten sam dywan… patrzę i widze jak niesie do na śmietnik! “Omg… on zabił jakąś kobietę, zawinał ją w dywan i dla niepoznaki wyniósł ją naśmietnik!”- krzyczałam w sobie. bałam się tego co ujrzałam.Postanowiłam jednak nikomu nie mówić o tym co zobaczyłam. Wróciłam do hotelu i nie chciałam już o tym więcej myśleć…
*Rano…
Rankiem obudził mnie głos Toma.
-No cholera jasna!- wpadł do pokoju.
-Boże Tom co się dzieje?!- zerwałam się z łóżka i Bill przyszedł z łazienki.
-Widzieliście wy to?!
-Nie! mów o co chodzi!- rzucił nam kartkę na stół.
-Na idiotów wyszliśmy!- Tom.
-Ale mow o co chodzi!
-Przeczytajcie sobie…
Wziełam ogłoszenie które leżało na stole i czytałam.
Dzisiaj o godzinie 17:00 zapraszamy do teatru na ulicy Kirsche 25a. Odbędzie się tam sztuka rodem z horroru. Młody człowiek zabija swoją żonę za zdradę i zawija ją w dywan. Jak to się skończy? Czy mordersotwo wyjdzie na jaw? Przekonajcie się i zobaczcie tą sztukę. Grają Frau Schuleberger und Herr Möller, którzy zatrzymali się w hotelu Plaza.
-Holeta Plaza… przecież my tu jesteśmy.- mówiłam.
Bill spojrzał się na Toma.
-Wiem właśnie… - odpowiedział dredziaż.
-To znaczy…- zaczał Bill.
-..to znaczy że wczoraj te krzyki to była generalna próba do jutrzejszego przedstawienia i żadnego mordu nie było!
Ulżyło mi… już myślałam że mieszkamy przez ścianę z mordercą a tu co? okazało się ze to byli aktorzy.
Wybuchłam śmiechem a chłopaki razem za mną
* Parę dni później…
Sierpień… miesiąc najcieplejszy ze wszytskich.. tak było i tym razem. Chłopaki nagrali już płytkę i mieli narazie wolne… później, w październiku zaczynają Schrei Tour 2005 które będzie promować ich płytę…
Martwiłam się co będzie, bo wiedziałam przecież ze będą musieli wyjechać na kilka tygodni… siedziałam smtuna na łóżku, gdy moja komórka zaczęła dzwonić. Na wyświetlaczy pojawił się napis “Mama”
-O kurna… miałam dzwonić do nich…- pomyslałam i odebrałam.
-Hallo?- zaczęłam.- cześć mamuś.
-cześć… wiesz co sobie obiecałyśmy przed wyjazdem?- spytałam.
-No… wiem… że bedziemy do siebie dzwonić.
-My? że TY bedziesz do nas dzwonić… kiedy ostatnim razem rozmawiałyśmy?- zaczynał się wykład..
-Mamo przepraszam… ale nie miałam zbytnio czasu.
-Tak? A co Ty nieby tam robiłaś?
-No… nic ciekawego.. a co tam u was? Jak przeprowadzka?- szybko zmieniłam temat by matka nie zadawała zbędnych pytań.
-Wszytsko dobrze… Tata znalazł pracę, a ja mam dzisiaj wolne… pracujemy od rana do nocy… mam nadzieję że to się wkońcu zmieni, bo już mnie to wykańcza.
-Aha… no to dobrze że tatuś ma pracę.
-Też się z tego powodu ciesze.. a co tam u was?
-też wszytsko dobrze… słuchaj mamo musze konczyć bo Bill przyszedł.- skłamałam bo nie chciałam już dłuzej z nią rozmawiać.
Pożegnałam się i zakończyłam rozmowę…
Za chwile do pokoju naprawdę wszedł Bill
prorok czy co? ![]()
-Co ci się stało?- położył się obok mnie.
-Nic… tylko martwię się co to bedzie jak zaczniecie koncertować…- posmutniałam.
-nie martw się- przytulił mnie.- poradzimy sobie… pojedziesz najwyżej z nami.
-No tak… łatwo mówić… a szkoła? Prezcież rodzice nie zgodzą się zebym ją opuściła… jeszcze to jest 10 klasa… (1 liceum :P)
-Będzie dobrze… a własnie… przyszedłem powiedzieć ci że jutro jedziemy do mojej mamy… zaprosiła nas na resztę wakacji… poznasz ją wkońcu ![]()
-Naprawdę? No to ja sie już zaczynam pakować :P- powiedziałam i poszłam po walizki…
Cieszyłam się ze wkońcu poznam panią Simonę… że wkońcu wyjedziemy w tego dziwnego hotelu… najpierw ten zboczeniec na drzewie, a później ta akcja z występem teatralnym…
Nareszcie odpocznę w małym miesteczku od tego zgiełku…
*Następnego dnia
Rano pod nasz hotel podjechał kierowca, który miał nas zawieść do Loitsche. Wsiedliśmy do samochodu i wyruszyliśmy w drogę…
~*~> C.D.N <~*~
Następną notkę napisze pod koniec czerwca…
Dopisek z dnia 22.o6.2oo6r.
Dzisiaj mija 1oo dni od kąd istnieje moje opo
Cieszę się że tak długo wytrzymaliście ze mną i z moim opowiadaniem
mam nadzieję ze jeszcze dłuuugo będę prowadzić ten blog i że Wy będziecie go nadal odwiedziać